Dawno, dawno temu, a może wczoraj, jeśli posłuchacie uważnie wiatru, na samym skraju chmur, gdzie żyją sobie niewidzialne
Miał na imię…,jeszcze nie miał imienia.
Imiona bowiem dostawali tylko ci, którzy mieli życiową misję. On jeszcze jej nie miał.
Nie był jednak, jak inne jamniki.
Nie biegał za piłką, nie szczekał na chmury…on wpatrywał się w serca i widział to, czego inni nie widzieli.
Smutek, który udawał śmiech,
ciszę, która chciała być wołaniem,
małe radości, które chciały się pokazać.
„Opiekunowie Tęczy” zwołali naradę i orzekli- ten Jamnik widzi zbyt wiele, na nic tu jego talent.
Musi zejść na ziemię-powiedziała Chmurka -staruszeńka, która znała doskonale dziecięce sny i milczenie dorosłych.
W ten oto sposób Jamnik zszedł krok po kroku po kolorach tęczy na ziemię.
Zanim jej dotknął, jeden z promyków słońca szepnął mu do ucha imię-od dziś jesteś Franklinio -Jamnik od emocji, szczery przyjaciel dzieci i strażnik łez.
Od tamtej pory Franklinio zjawia się wszędzie tam, gdzie dzieci nie wiedzą jak powiedzieć ,że boli, tam gdzie pieski w schronisku czekają z nadzieją, tam gdzie ktoś potrzebuje tylko jednego -by ktoś naprawdę go zobaczył…i zrozumiał.