Filip z Umberto cz. 2
Kiedy wychodzili z restauracji, wśród liści pachnących pomarańczy dobiegł Olka cichy szept Filipa.
– Pamiętaj Olek, dziecko nigdy nie powinno wstydzić się swojej wrażliwości.
Wstydzić powinien się ten, kto ją wyśmiewa.
Kilka dni po wydarzeniach w restauracji w relacjach Olka z ojczymem zaczęło się coś zmieniać.
Ojczym coraz częściej powstrzymywał się przed powiedzeniem czegoś przykrego, jakby przypominał sobie słowa węża Filipa i znikający makaron.
Pewnego popołudnia zapukał nieśmiało do pokoju Olka – Może… pójdziemy razem na rowery – zapytał trochę niepewnie.
Olek podniósł głowę znad książki.
- Serio? – zapytał z niedowierzaniem, ale i radością w głosie.
-Tak – odpowiedział ojczym.
Pierwsza wspólna wycieczka była trochę niezręczna. Nie wiedzieli o czym rozmawiać, ale potem pojawiły się kolejne dni.
Budowali karmik dla ptaków, grali w planszówki, robili naleśniki, które zawsze wychodziły krzywe, ale bardzo smaczne
Wieczorami ojczym coraz częściej pytał o pomysły Olka, o to co lubi, jak chciałby spędzać czas.
Słuchał też odpowiedzi z uwagą.
Chłopiec powoli przestawał bać się popełniania błędów, a coraz częściej na jego twarzy gościł uśmiech.
Znów zaczął mówić głośno o swoich marzeniach.
Pewnego dnia usiedli razem na ławce w parku.
– Wiesz zaczął rozmowę ojczym – chyba zbyt długo próbowałem być poważnym dorosłym, zamiast być blisko ciebie, tak jak doradzała mi twoja mama.
Olek spojrzał na niego z lekkim uśmiechem – może zacznijmy od nowa.
Ojczym skinął głową.
I właśnie wtedy wysoko na drzewie, między liśćmi błysnął znajomy, złoto-zielony ogon.
To Filip obserwował ich z góry.
No… teraz ich serca rosną dokładnie tak, jak powinny. Potem zniknął wśród liści i pomarańczowego światła zachodzącego słońca.
Od tej pory Olek już nigdy nie czuł się samotny.
Twój Feliks-Jamnik od emocji
Manufaktura Słowa