Pewnego deszczowego dnia na polankę przybiegła Wandzia. Była cała roztrzęsiona.
Feliks!!!,Feliks!!! – wołała.
Zgubiłam wszystkie, ale to wszystkie orzechy na zimę! Co ja zrobię? Umrę z głodu i jeszcze wszyscy się będą ze mnie śmiać, że ze mnie taka gapa.
A może ktoś je ukradł?… a może… a może…
Feliks z całkowitym spokojem wyjął z notesu „Pogodnik Duchowy” i zapytał – Wandziu, pokaż mi, jaka jest dziś twoja wewnętrzna pogoda(nastrój). Wandzia wskazała na burzę i tornado naraz.
Podszedł do niej powoli Teofil – 3 głębokie oddechy – moja droga. Wandzia zaczęła oddychać, powoli, miarowo, wdech, wydech i znów wdech, wydech.
Filomena usiadła obok – czuję, że się bardzo boisz. To musi być trudne dla ciebie.
Bartosz – przytulasek na uspokojenie. Wandzia wtula się w miękkie, puszyste futro niedźwiedzia.
Leon – poszukamy razem tych orzechów Wandziu. Nie jesteś sama.
Olimpia – a ta sytuacja uczy cię Wandziu, że nie jesteś sama i możesz poprosić o pomoc. Godzinę później orzechy zostały znalezione. Wandzia po prostu zapomniała, gdzie je zakopała.
Na polanie znów słychać było śmiech i rechot Floriana.
