Bajkoterapia.emocje.opowieści

MGIEŁKA – STRACH NA WRÓBLE, KTÓRY UMIAŁ LATAĆ

Bajka o przyjaźni, odwadze i małych krokach, które zmieniają świat

Na skraju małej wioski, tuż za ostatnimi domami, rozciągało się pole. Latem złociło się od zbóż, jesienią pachniało świeżą ziemią, a wiosną tonęło w kolorowych kwiatach.

Pośrodku pola stała Mgiełka – strach na wróble, który od początku był trochę inny niż wszystkie.

Miała zielony kapelusz, trochę za duży płaszcz, kolorową spódnicę i włosy ze słomy. Na pierwszy rzut oka wyglądała jak każdy strach na wróble.

Tylko że Mgiełka wcale nie lubiła straszyć ptaków.

Przeciwnie. Przyjaźniła się z nimi.

Wróble siadały jej na ramionach, sikorki chowały się pod rondem kapelusza, a mały rudzik często przysiadał na jej dłoni i opowiadał o tym, co widział w lesie.

Mgiełka kochała deszcz. Kiedy pierwsze krople spadały na pole, wystawiała twarz do nieba.

– Ach, jak cudownie pachnie świat po deszczu! – wzdychała.

Lubiła słońce, wiatr i ciepłe promienie, które ogrzewały jej słomiane włosy.

Najbardziej jednak lubiła silny wiatr, bo wtedy mogła zrobić coś, o czym żaden porządny strach na wróble nawet by nie pomyślał.

Czasem wymykała się ze swojego ubrania i unosiła wysoko nad polem. Leciała nad łąkami, rzeką i lasem. Z góry drzewa wyglądały jak miękkie, zielone poduszki, a domy jak małe klocki.

Zawsze jednak wracała przed zachodem słońca.

Pewnego popołudnia, kiedy wiatr ucichł, Mgiełka zauważyła na skraju pola małą dziewczynkę.

Dziewczynka siedziała w trawie. Miała przy sobie książkę, ale jej nie czytała. Patrzyła przed siebie tak, jakby bardzo czegoś jej brakowało.

– Dlaczego jesteś taka smutna? – zapytała Mgiełka.

Dziewczynka aż podskoczyła.

– Kto to powiedział?

– Ja.

– Ty?

– Tak.

Amelka spojrzała na stracha na wróble.

– Strachy na wróble przecież nie mówią.

Mgiełka wzruszyła ramionami.

– No cóż.

Dziewczynka po raz pierwszy tego dnia się uśmiechnęła.

– Jak masz na imię?

– Mgiełka. A ty?

– Amelka.

– Miło mi cię poznać, Amelko.

Przez chwilę siedziały w ciszy. Tym razem cisza nie była jednak niezręczna. Była spokojna, jakby obie czuły, że mogą po prostu pobyć obok siebie.

– Dlaczego przyszłaś sama? – zapytała Mgiełka.

Amelka spuściła głowę.

– Bo… nie mam z kim się bawić.

Mgiełka nic nie odpowiedziała. Poczekała.

– W szkole wszystkie dziewczynki mają swoje przyjaciółki – powiedziała w końcu Amelka. – A ja nie wiem, jak do nich podejść. Czasem chciałabym coś powiedzieć, ale słowa zostają mi w gardle.

Mgiełka słuchała uważnie. Nie mówiła: „Nie przejmuj się”. Nie mówiła: „Musisz być odważniejsza”. Po prostu była obok.

– Wiesz, Amelko – powiedziała po chwili – nie każdy od razu widzi to, co najpiękniejsze w drugim człowieku. Czasem trzeba się zatrzymać i kogoś poznać.

– A jeśli nikt nie będzie chciał mnie poznać?

Mgiełka uśmiechnęła się łagodnie.

– Wtedy będziemy szukać dalej.

– My?

– Oczywiście. Przyjaciele właśnie po to są.

Od tego dnia Amelka zaczęła przychodzić na pole prawie codziennie. Opowiadała Mgiełce o szkole, o swoich marzeniach i o tym, co sprawiało jej przykrość. Mgiełka słuchała.

Nie próbowała naprawiać Amelki. Nie mówiła jej, jaka powinna być. Pomagała jej tylko zobaczyć, że to, co czuje, ma znaczenie.

A potem wymyślały wspólne zabawy.

Pewnego dnia Mgiełka powiedziała:

– Zamknij oczy.

– Po co?

– Zaufaj mi.

Amelka zamknęła oczy.

– A teraz wyobraź sobie, że ta łąka jest oceanem.

– Oceanem?

– Tak. A tamta chmura jest statkiem.

Amelka zachichotała.

– Chmura nie może być statkiem.

– W świecie wyobraźni może.

Łąka stała się oceanem. Kwiaty – kolorowymi wyspami. Chmury – statkami, a ptaki – przewodnikami.

– A wiatr? – zapytała Amelka.

– Wiatr jest naszymi skrzydłami.

Mgiełka wyciągnęła rękę.

– Chodź!

Amelka złapała ją.

I nagle uniosły się nad ziemię.

Najpierw odrobinę.

Potem wyżej.

Jeszcze wyżej.

– Lecę! – zawołała Amelka.

– Mówiłam! – roześmiała się Mgiełka.

Leciały nad lasem. Pod nimi kołysały się korony drzew, a między nimi migotała wstążka rzeki.

Amelka patrzyła zachwycona.

– Jakie to piękne…

– A wiesz, co jest najpiękniejsze? – zapytała Mgiełka.

– Co?

– Że możesz wrócić tutaj zawsze, kiedy będzie ci smutno.

Amelka przytuliła się do Mgiełki.

– A ty będziesz tutaj?

Mgiełka spojrzała na nią z czułością.

– Zawsze, kiedy będziesz mnie potrzebowała.

Następnego dnia w szkole wydarzyło się coś, czego Amelka zupełnie się nie spodziewała.

Na przerwie dzieci bawiły się w grupkach. Amelka stała przy oknie i patrzyła, jak dziewczynki skaczą przez skakankę.

Chciała podejść. Zrobiła jeden krok. Potem drugi. I zatrzymała się.

Serce zaczęło jej bić szybciej.

Wtedy podeszła do niej nowa dziewczynka. Miała dwa warkoczyki i plecak z małym żółtym ptaszkiem.

– Cześć. Ty jesteś Amelka?

– Tak.

– Widziałam, jak rysowałaś na lekcji.

Amelka spojrzała na nią niepewnie.

– Ładnie rysujesz.

– Dziękuję.

Przez chwilę obie milczały.

Amelka poczuła, że znów chce się wycofać. Wtedy przypomniała sobie zielony kapelusz Mgiełki i jej spokojny głos: „Wtedy będziemy szukać dalej”.

Wzięła głęboki oddech.

– Lubisz ptaki? – zapytała.

Dziewczynka uśmiechnęła się.

– Uwielbiam!

– Ja też.

– To może narysujemy razem ptaka?

Amelka skinęła głową.

– Mogłybyśmy.

Usiadły przy stoliku. Najpierw narysowały małego rudzika. Potem zielonego ptaka. Na końcu wymyśliły takiego, którego nie było na żadnej mapie.

– Jak go nazwiemy? – zapytała dziewczynka.

Amelka pomyślała.

– Mgiełkowy.

– Mgiełkowy?

– Tak. Jest trochę zwyczajny, a trochę magiczny.

Dziewczynka roześmiała się.

– Podoba mi się.

Kiedy zadzwonił dzwonek, Amelka poczuła w sercu coś ciepłego. Jakby zapaliło się tam małe światełko.

Po lekcjach pobiegła na pole. Mgiełka już na nią czekała.

– I jak? – zapytała.

Amelka nic nie powiedziała. Tylko podbiegła i mocno ją przytuliła.

Mgiełka poczuła, jak na jej słomianej sukience osiadają łzy Amelki.

– To chyba znaczy, że coś się wydarzyło – powiedziała cicho.

Amelka pokiwała głową.

– Mam przyjaciółkę.

Mgiełka aż podskoczyła z radości.

– Wiedziałam!

Zamachała rękami tak mocno, że spadł jej kapelusz.

Amelka podniosła go i założyła Mgiełce na głowę.

– To dzięki tobie.

Mgiełka pokręciła głową.

– Nie, Amelko.

– Dlaczego?

– Bo to ty zrobiłaś ten najważniejszy krok.

– Jaki?

– Podeszłaś do niej.

Amelka zamyśliła się.

– Bałam się.

– Wiem.

– Bardzo.

– Wiem.

– Ale zrobiłam to.

– Właśnie.

Mgiełka położyła słomianą dłoń na ramieniu dziewczynki.

– Odwaga nie polega na tym, że się nie boimy.

– Tylko?

– Na tym, że mimo strachu próbujemy.

Amelka wtuliła się w Mgiełkę i rozpłakała. Tym razem nie były to łzy smutku. Były to łzy ulgi.

– Tak długo myślałam, że coś jest ze mną nie tak – wyszeptała.

Mgiełka pogładziła ją słomianą dłonią po włosach.

– Z tobą jest wszystko w porządku, Amelko. Po prostu jeszcze nie spotkałaś kogoś, kto potrafił to zobaczyć.

Amelka długo nic nie mówiła. Tylko przytulała się do niej, a Mgiełka stała spokojnie, pozwalając jej wypłakać wszystkie te łzy, które tak długo czekały.

Kilka dni później nowa przyjaciółka Amelki przyszła razem z nią na pole.

Mgiełka trochę się zdenerwowała.

– A jeśli mnie nie polubi?

– Polubi – odpowiedziała Amelka.

– Skąd wiesz?

Amelka uśmiechnęła się.

– Bo ja cię polubiłam.

Dziewczynka podeszła bliżej.

– To jest twój przyjaciel?

– Moja przyjaciółka – poprawiła ją Amelka. – To Mgiełka.

Dziewczynka wyciągnęła rękę.

– Cześć, Mgiełko.

Mgiełka spojrzała na swoją słomianą dłoń, a potem na dziewczynkę.

– Cześć.

Dziewczynka aż otworzyła usta ze zdumienia.

– Ona naprawdę mówi!

Amelka roześmiała się.

– Mówi. Ale nie wszystkim.

– A dlaczego mnie mówi?

Mgiełka spojrzała na Amelkę.

– Bo Amelka ci ufa.

Dziewczynka popatrzyła na Amelkę, a potem uśmiechnęła się.

– To ja też będę jej ufać.

I tak Amelka znalazła przyjaciółkę.

Nie dlatego, że nagle przestała się bać. Nie dlatego, że stała się zupełnie inną dziewczynką.

Tylko dlatego, że pewnego dnia odważyła się zrobić mały krok.

A czasem właśnie od takiego małego kroku zaczyna się coś wielkiego.

Wieczorem Amelka leżała już w swoim łóżku. Za oknem padał deszcz. Krople cicho stukały o szybę.

Dziewczynka pomyślała o Mgiełce – o jej zielonym kapeluszu, słomianych włosach i wspólnym locie nad lasem.

Przypomniała sobie jej słowa: „Wyobraźnia jest jak małe światełko”.

Amelka zamknęła oczy.

Wiedziała już, że nawet kiedy człowiek czuje się samotny, nie oznacza to, że zawsze będzie sam.

Czasem przyjaźń przychodzi cichutko. Zaczyna się od jednego „cześć”, jednego uśmiechu albo pytania: „Lubisz ptaki?”.

Tymczasem wysoko nad polem wiatr poruszył zielonym kapeluszem Mgiełki. Na jej ramieniu usiadł mały rudzik.

Mgiełka spojrzała w stronę domu Amelki.

– Dobranoc, Amelko – szepnęła.

Rudzik cichutko zaćwierkał.

Mgiełka uśmiechnęła się.

Bo wiedziała już, że jej największym zadaniem nie było wcale straszenie wróbli.

Jej prawdziwym zadaniem było pomagać samotnym sercom odnajdywać drogę do siebie.

I może właśnie dlatego wiatr tak często zabierał ją wysoko nad las.

Żeby mogła z góry zobaczyć, jak wiele małych światełek zapala się w ludzkich sercach.

Koniec