Dawno, dawno temu w sercu pewnego człowieka mieszkała mała iskierka.
Na co dzień, była, złocista i dawała mu siłę bronić siebie i mówić prawdę. Czasem jednak, jak ktoś ją zignorował lub zdradził, drżała i rosła.
Najpierw była, jak płomyk świecy – można ją było jeszcze przytulić i objąć. Kiedy jednak nie została przytulona stawała się jak ogień w kominku. Chciała się wydostać, żeby coś powiedzieć, a gdy człowiek jej zbyt długo nie słuchał stawała się wielkim smokiem z czerwonymi oczami.
Smok nie chciał niszczyć, chciał tylko być usłyszany i wysłuchany. Krzyczał, żeby ktoś wreszcie zauważył jego ból.
Kiedy ów człowiek usiadł wreszcie i wysłuchał cierpliwie swojego smoka, ogień znów zmienił się w mała iskierkę.
Zrozumiał też, że złość nie jest wrogiem, a tylko strażnikiem granic, który chce by serce jego człowieka było bezpieczne.